Jesteś tutaj: HomeO członkachJanusz Steinhoff odwiedził zielonogórską Elektrociepłownię i wygłosił referat

O CZŁONKACH

Nasi partnerzy

Członkowie LTnRRE

Przydatne linki

Serwisy informacyjne

Urzędy Państwowe

Spółki przesyłowe

Bezpieczeństwo pracy

Janusz Steinhoff odwiedził zielonogórską Elektrociepłownię i wygłosił referat

Janusz Steinhoff Janusz Steinhoff

Janusz Steinhoff, wicepremier w rządzie Jerzego Buzka i krajowy ekspert branży energetycznej, odwiedził Zieloną Górę z okazji zakończenia projektu Lubuskiego Barometru Koniunktury Gospodarczej. W Elektrociepłowni Zielona Góra SA wpisał się do księgi pamiątkowej, a na konferencji gospodarczej wygłosił referat. Publikujemy treść tego referatu.

Wicepremiera podejmował w zielonogórskiej Elektrociepłolwni prezes Lubuskiego Towarzystwa na Rzecz Rozwoju Energetyki Marian Babiuch (na zdjęciu z prawej). Podczas wizyty Janusza Steinhoffa w elektrociepłowni okazało się, że to on jako pierwszy wpisał się do księgi pamiątkowej równo 10 lat temu, w 2001 r., kiedy firma dopiero przymierzała się do swojej historycznej inwestycji w blok gazowo-parowy. Wówczas wicepremier też wizytował w elektrociepłowni.

Lstein2

Tym razem Steinhoff był gościem konferencji „Od koniunktury do energetyki”, organizowanej przez Stowarzyszenie Dialog-Współpraca-Rozwój wespół z Lubuskim Towarzystwem na Rzecz Rozwoju Energetyki. Konferencja była podsumowaniem półtorarocznego projektu badawczego pod nazwą Lubuski Barometr Koniunktury Gospodarczej. Ekskluzywny referat Steinhoffa przyciągnął wielu słuchaczy, wśród których znaleźli się: senator RP Stanisław Iwan, prof. Marian Miłek z PWSZ w Sulechowie oraz były poseł i wiceminister Herbert Leopold Gabryś zajmujący się ekspertyzami w branży energetycznej (wszyscy oni wzięli udział w panelu dyskusyjnym podczas konferencji). Ponadto wykładu wysłuchali prezesi Lumelu SA Arkadiusz Janusz i Mariola Szopa, burmistrz Lubska Bogdan Bakalarz, wójt gminy Zielona Góra Mariusz Zalewski, dyrektor ekonomiczno-handlowy PGNiG SA oddz. Zielona Góra Marek Dobryniewski i wielu innych.

Poniżej przedstawiamy skrót wystąpienia Janusza Steinhoffa:

Polska elektroenergetyka na tle koniunktury gospodarczej

Stan polskiej infrastruktury od dawna postrzegany jest jako główna bariera rozwoju gospodarczego. Dotyczy to również infrastruktury przesyłowej w elektroenergetyce, gazie i paliwach płynnych. Konieczna jest modernizacja i rozbudowa tych sieci.

O stopniu bezpieczeństwa energetycznego kraju obok poziomu zapasów gazu, czy paliw płynnych, dywersyfikacji ich źródeł pochodzenia i dróg transportowych w istotny sposób stanowić będzie rozbudowana sieć połączeń transgranicznych  z krajami UE. Bezpieczeństwo energetyczne to nie już dziś tylko domena poszczególnych państw, ale całej Unii Europejskiej. Konsekwencją takiego podejścia powinna być wspólna, spójna polityka w tym obszarze. Elementem tej polityki jest przyjęty w trakcie prezydencji francuskiej pakiet klimatyczny. Zaproponowane przez partnerów unijnych limity emisji CO2 i system aukcyjny po 2012 roku dla Polski miałyby katastrofalne skutki, a efektem byłby znaczący wzrost cen energii elektrycznej z oczywistymi skutkami dla konkurencyjności naszej gospodarki i poziomu życia obywateli.

Polski rząd przekonał naszych partnerów unijnych do rewizji proponowanych regulacji, która w efekcie dała podejście uwzględniające specyfikę krajów, których elektroenergetyka i wytwarzanie ciepła oparte jest na wykorzystaniu paliw stałych. W praktyce podejście to dla Polski oznacza okresy przejściowe związane z wdrożeniem mechanizmów pakietu dla energetyki (do 2020r.), realizację programu redukcji 3 x 20 (20% oszczędności energii, 20% ograniczenia emisji CO2 i 20% udziału energii odnawialnej) oraz możliwość sfinansowania pilotażowych instalacji sekwestacji CO2 w elektrowniach. Należy dodać, iż wzmocnieniem naszego stanowiska w staraniach o modyfikację zasad redukcji CO2 w UE jest fakt, iż Polska realizując porozumienia z Kioto w 2010 roku miała emisję CO2 o 22% niższą niż dopuszcza to wspomniany tekst porozumienia. Daleko w tyle za nami pozostają kraje  tzw. 15-stki unijnej, które zobowiązując się do redukcji 8% emisji CO2 do 2012 roku  zredukowały  tę emisję zaledwie o 3%.

Polska elektroenergetyka produkując 1 MWh energii emituje ok. 1 tony CO2 (ponad 50% więcej niż wynosi średnia w UE). A więc zasadne były obawy iż po 2012  roku, a więc po wprowadzeniu przez UE planowanych aukcyjnych zasad obrotu prawami do emisji CO2, ceny energii elektrycznej mogłyby się podwoić.
Należy więc mieć nadzieję, że ewolucja pakietu klimatycznego na pewien czas odsunie zapaść polskiej elektroenergetyki, ale co oczywiste nie rozwiąże jednego z jej najistotniejszych problemów – konieczności realizacji znaczących inwestycji w tym sektorze. Zdaniem ekspertów do 2030 roku w elektroenergetykę będzie trzeba zainwestować kwotę 200 mld zł.

O stopniu nowoczesności podsektora wytwarzania energii elektrycznej decyduje jej sprawność - w krajach unijnej 15-stki generalnie przekracza ona 45%, w Polsce zawiera się w granicach 35-36%, a więc prawie o 10% mniej! Tak niska sprawność polskich elektrowni wynika z faktu, iż ponad 40% bloków energetycznych zbudowano ponad 35 lat temu. Poziom zatrudnienia w elektroenergetyce jest nadmierny, wydajność pracy zarówno w podsektorze wytwarzania jak i dystrybucji znacząco odbiega od wielkości osiągniętych w krajach UE.

Aktualnie polskie elektrownie i przemysł dysponują zainstalowaną mocą na poziomie 35.348 MW, maksymalne zapotrzebowanie to ok. 23 tys. MW. Mamy więc wymaganą względami bezpieczeństwa energetycznego rezerwę mocy. Ale niestety, te dane to tylko statystyka. Poziom mocy wytwórczych tzw. dyspozycyjnych jest zdecydowanie niższy od wymaganych 5 tys. MW (18% wielkości zapotrzebowania). Powodem są remonty, kłopoty z chłodzeniem w miesiącach letnich (Kozienice, Pątnów, Połaniec) oraz coraz częściej występujące awarie. W nieodległej przeszłości  zdarzały się  sytuacje, w których rezerwa mocy będąca w dyspozycji krajowego systemu nie przekraczała 1.000  MW. Dodatkowym problemem jest lokalizacja przeważających części mocy wytwórczych w południowej i centralnej części kraju, co przy niedoskonałości sieci przesyłowej stwarza trudności w zasilaniu pozostałych regionów.  Stan sieci nie jest dużo lepszy – sieci przesyłowe zdekapitalizowane są w 51%, poziom dekapitalizacji sieci dystrybucyjnych zbliża się do 60%. Energetyka potrzebuje więc  inwestycji.

Dlatego w nadchodzących latach grozi nam deficyt energii – niewiadomą jest tylko  jego zakres i czas trwania. Ratunkiem może  być import, pod warunkiem jednak, iż szybko rozbudujemy transgraniczne moce przesyłowe. Rozbudowa i modernizacja infrastruktury  przesyłowej dotyczyć musi również istniejącej sieci krajowej. Szczególnie pilną kwestią  jest rozbudowa sieci 400 kV, co znacząco, obok większych możliwości przesyłu, pozwoli ograniczyć straty w procesie przesyłu.

Modernizacja, która dla polskiej energetyki mogłaby być swoistą strategią ucieczki do przodu, już dziś określana jest mianem ogromnego przedsięwzięcia inwestycyjnego. Jej koszt szacuje się na poziomie ponad 100 mld euro w najbliższych 20 latach. Powstaje pytanie o źródło finansowania. Dobra kondycja finansowa sektora i zyski to niestety za mało. Równocześnie polski sektor finansowy – banki i rynek kapitałowy – też ma niewystarczający potencjał do sfinansowania programu inwestycyjnego polskiej energetyki.

Dlatego też restrukturyzacja sektora w regionie, który wszedł do UE  z zapóźnioną  energetyką i kulejąca prywatyzacją powinna być wsparta przez unijny program oznaczający w praktyce finansowe wsparcie banków EBI i EBOiR oraz włączenie do nich wielkich czempionów rynku energetycznego Europy. Nie jest to oczekiwanie nierealne – w końcu w ostatnim czasie przedstawiono w Brukseli pakiet dla energetyki i gazownictwa dedykowany budowie wspólnej środkowoeuropejskiej sieci energetycznej, którego wartość to 200 mld euro w ciągu najbliższej dekady.

Redukcja emisji, której Polska dokonała w ostatnich kilkunastu latach, wiązała się z ogromnym wysiłkiem i wysokimi kosztami. Polska według wielu analiz znajduje się na czele listy europejskich państw zagrożonych zjawiskiem ,,carbon leakage”, czyli emigrowaniu przemysłów energochłonnych i emisjogennych poza obszar objęty restrykcjami europejskiej polityki klimatyczno-energetycznej. Koszt gwałtownego odejścia od węgla groziłby poważnymi konsekwencjami dla polskiej gospodarki, rynku pracy i tempa rozwoju.

Konsekwencją ucieczki produkcji związanej z emisją CO2 poza Unię byłby spadek PKB. Jak prognozuje Instytut im. E. Kwiatkowskiego, średni wpływ carbon leakage na polski PKB 2,5-krotnie przekracza średnią unijną.

To kluczowe elementy warte uwzględniania w całkowitym rachunku kosztów i zysków oraz istotne kryterium wyboru nośnika energii jako celu inwestycyjnego. Klimatyczny radykalizm UE nie powinien powstrzymywać nas przed stawianiem pytania: czy dalej, tak jak dotychczas, węgiel będzie podstawowym źródłem  energii czy też wystąpi dywersyfikacja stosowanych nośników energii? Myślę, że nieuchronny jest proces ewolucji sposobów wykorzystania węgla  w elektrowniach: upłynnianie, zgazowanie, CCT i CCS to przyszłościowe technologie, które pozwolą bardziej racjonalnie wykorzystać energię paliw stałych ograniczając równocześnie oddziaływanie produkcji energii elektrycznej na środowisko naturalne. Nie unikniemy również decyzji o rozpoczęciu budowy elektrowni jądrowej. Doskonałość dostępnych, bezpiecznych technologii oraz ekonomia wskazują na racjonalność tych inwestycji. Trzecim, równie rozsądnym kierunkiem inwestycji jest tzw. mikroenergetyka gazowa tj. budowa małych elektrowni zasilanych tam, gdzie to możliwe z lokalnych złóż gazu ziemnego.

Wśród inwestorów wiele obaw budzi wspomniany już pakiet klimatyczno-energetyczny.  Przyjęte w nim cele: redukcja emisji i promocja odnawialnych źródeł energii oraz tzw. skojarzenie to znaczy wspólne wytwarzanie energii elektrycznej i ciepła (kogeneracja) - to technologie obniżające emisję, ale droższe, więc wymagające wsparcia, czyli motywacji. W praktyce oznacza to dodatkowe opłaty, które mają postać tzw. certyfikatów popularnie nazywanych kolorowymi. Zielone wspierają energię odnawialną (wiatrową, wodną, biomasową), czerwone kogenerację węglową, a żółte kogenerację gazową. W 2008r. koszt tego wsparcia wzrósł o 81%, a w 2009 r. o kolejne 27%. I wszystko wskazuje na to, iż będzie rósł dalej.

Kolejna niewiadoma opóźniająca procesy inwestycyjne to fakt, że wywalczone przez nas okresy przejściowe  w dochodzeniu do pełnej odpłatności za emisję CO2 to połowa sukcesu w sytuacji, gdy nie określono zasad stosowania nowych przepisów.  De facto do tej pory nie wiadomo ile za emisję CO2 będą płaciły nowe elektrownie. Istnieje realne ryzyko, że nowa elektrownia będzie miała dużo wyższe koszty niż stara o niższej sprawności. Będzie bowiem obciążona pełnymi kosztami emisji, natomiast stara elektrownia będzie korzystać z przepisów derogacyjnych, które zakładają stopniową odpłatność do roku 2020.

Tak więc dyskutując o stanie i perspektywach polskiej elektroenergetyki trudno ignorować jej fatalny, bliski zapaści stan oraz konieczność zakrojonych na szeroką skalę inwestycji. Z całą pewnością barierą dla ich sprawnej realizacji jest zarówno struktura własnościowa kluczowych podmiotów na rynku zdominowana przez Skarb Państwa, niewystarczające dla tej skali wyzwania  zasoby finansowe oraz regulacje UE, z których część nie ma doprecyzowanych zasad implementacji, a więc uniemożliwia oszacowanie skutków ekonomicznych, a część jest nadmiernie rygorystyczna.

Co gorsza światowe saldo emisji CO2 nie zmieni się znacząco. Produkcja związana z wysoką emisją dwutlenku węgla po prostu przeniesie się do krajów nie będących członkami Unii oraz na inne kontynenty. O wpływie człowieka na środowisko nie można bowiem mówić w kategoriach kraju, czy nawet kontynentu. To problem globalny. Oczywiście swoiste ,,oglądanie się na cały świat” nie zwalnia nas z obowiązku restrukturyzacji przemysłu i inwestycji. Niemniej jednak pamiętać należy o rzeczywistych możliwościach jakimi dysponuje Polska – restrukturyzacja wymuszana wyłącznie przez komisarzy ds. ekologii i dyrektywy ekologiczne oraz kosztowne certyfikaty CO2, a nie wsparta  systemowymi narzędziami w ramach wspólnej  polityki energetycznej – nie da oczekiwanego efektu.

Dr Janusz Steinhoff
Wicepremier i Minister Gospodarki w rządzie Jerzego Buzka

Wykorzystano materiały:
1. publikacje autorstwa prof. Krzysztofa Żmijewskiego
2. publikacje autorstwa Dariusza Leworowskiego
3. "Zielona Księga” SRNPRE

Oceń ten artykuł
(0 głosów)