1.png
2.png
4.png
3.png

Nasi partnerzy

Członkowie LTnRRE

Przydatne linki

Serwisy informacyjne

Urzędy Państwowe

Spółki przesyłowe

Bezpieczeństwo pracy

Energetyka oczami praktyka Wyróżniony

Efektywność energetyczna nie zawsze oznacza efektywność ekonomiczną. Właśnie dlatego kogeneracja potrzebuje sprawnego systemu wsparcia. Mimo iż w kwietniu br. udało się osiągnąć konsensus co do przedłużenia systemu wsparcia, to niestety, ambitne założenia Polityki Energetycznej Polski, zakładające do 2020 r. dwukrotny wzrost produkcji energii elektrycznej w wysokosprawnej kogeneracji w porównaniu z rokiem 2006, są nie do zrealizowania - pisze w najnowszym artykule Marian Babiuch, prezes Lubuskiego Towarzystwa na Rzecz Rozwoju Energetyki.

 

Kogeneracja, czyli produkcja energii cieplnej i elektrycznej w skojarzeniu, z wykorzystaniem tego samego paliwa, jest najlepszym przykładem efektywności energetycznej. Często ze strony polityków i osób spoza branży energetycznej padają pytania: jeśli coś jest efektywne, to dlaczego się nie opłaca? Dlaczego gospodarka efektywna energetycznie potrzebuje systemu wsparcia? Podczas ostatniej, V konferencji pt. „Gaz w energetyce”, która odbyła się w Zielonej Górze, mówiłem otwarcie, że efektywność energetyczna nie zawsze idzie w parze z ekonomią. Należy brać pod uwagę znacznie wyższe koszty inwestycyjne i związane z eksploatacją bardziej skomplikowanych systemów wytwarzania energii. Dlatego potrzebna jest tutaj interwencja państwa, które poprzez mechanizmy wsparcia, może kogenerację uczynić bardziej konkurencyjną na rynku energii. Summa sumarum – opłaci się to wszystkim: państwu, przyrodzie i odbiorcom energii, czyli nam wszystkim.

Potencjał do wzięcia

Podczas V konferencji „Gaz w energetyce” mówiłem o problemie niewykorzystania ogromnego potencjału kogeneracji w Polsce. W 2008 r. wyprodukowane zostało zaledwie 25 TWh energii elektrycznej w skojarzeniu z produkcją energii cieplnej. Stanowi to tylko 35 proc. energii możliwej do wykorzystania przy całym potencjale ekonomicznym kogeneracji. W kolejnych latach nie było lepiej. W 2004 r. otworzyliśmy w Zielonej Górze jeden z najnowocześniejszych w Polsce bloków gazowo-parowych, redukując mocno emisję zanieczyszczeń, a dzięki wieloletniemu kontraktowi z PGNiG na dostawy krajowego gazu, mieszkańcy miasta mają stabilne ceny energii. Obecnie nowy blok gazowo-parowy buduje PGE Elektrociepłownia Gorzów, również oparty na krajowych złożach gazu. To jednak za mało.

Z analiz prof. Janusza Lewandowskiego z Politechniki Warszawskiej wynika, że obecny potencjał ekonomiczny kogeneracji to 119,5 TWh energii cieplnej, 54 TWh energii elektrycznej przy wariancie produkcji opartej na węglu oraz 82,3 TWh energii elektrycznej przy wariancie produkcji opartej na gazie. Ten potencjał wciąż jest niestety niewykorzystany. Szacunkowe wyliczenia wskazują, że przy pełnym wykorzystaniu potencjału kogeneracji można by zaspokoić ok. 60 proc. zapotrzebowania na energię w Polsce. Do tego jednak potrzebne są inwestycje, zarówno w budowę nowych jak i modernizację istniejących źródeł wytwarzania.

Kogeneracyjna Dania

Przykładem niech będzie Dania, która w ostatnich dziesięcioleciach osiągnęła niezwykle wysoką efektywność energetyczną właśnie dzięki  wsparciu wytwarzania energii w źródłach kogeneracyjnych oraz licznym kampaniom edukacyjnym. Skutek? W latach osiemdziesiątych w Danii funkcjonowało zaledwie 15 elektrociepłowni  działających w kogeneracji, a dziś jest ich ponad 700. Duńczycy po prostu docenili zalety płynące z kogeneracji. A zalet tych jest wiele. Po pierwsze: mniejsze (o ok. 30 proc.) zużycie paliwa w porównaniu z analogiczną produkcją energii w elektrowni i ciepłowni.  Po drugie: mniejsze zanieczyszczenie środowiska naturalnego na jednostkę wyprodukowanej energii. Po trzecie: najtańszy sposób redukcji emisji dwutlenku węgla, jako głównego „gazu cieplarnianego”.  Po czwarte: redukcja strat przy przesyle energii elektrycznej. Po piąte: zwiększenie bezpieczeństwa energetycznego (w skali regionu i kraju), dzięki rozproszeniu źródeł produkcji energii.

W Polsce jest inaczej. Mimo iż Polityka Energetyczna Polski zakłada, że do roku 2020 powinien nastąpić dwukrotny wzrost produkcji energii  w technologii wysokosprawnej kogeneracji, w porównaniu z rokiem 2006, to już dziś wiadomo, że nie uda się tego zrealizować. Powodem był brak systemu wsparcia dla kogeneracji, przez co w 2013 r. wyłączono ponad 400 MW wysokosprawnych układów kogeneracyjnych. Właśnie z powodów ekonomicznych. Skutki uboczne były takie, że zmniejszyła się efektywność przetwarzania energii pierwotnej, zwiększyła emisja zanieczyszczeń do atmosfery, a w rezultacie Polakom groziły radykalne podwyżki cen ciepła, które i tak stanowią już bardzo duże obciążenie domowych budżetów.

Balans na krawędzi

Ten niekorzystny kierunek udało się zatrzymać dopiero 30 kwietnia 2014 r., kiedy to na mocy ustawy kogeneracyjnej zostało przedłużone wsparcie dla kogeneracji gazowej i węglowej na lata 2014-2018. To dobrze. Nie zmienia to jednak faktu, ze mamy pewne opóźnienia w rozwoju tego sektora energetyki.  

Dyskusja o kogeneracji gazowej dotyczy fundamentalnych kwestii dla polskiej energetyki. Tak naprawdę decyzja w sprawie systemu wsparcia wpływa bowiem na decyzję, czy mamy produkować energię elektryczną z gazu czy nie, czy mamy zostać przy generacji opartej jedynie na węglu. Wszyscy  wiemy, że aby zrealizować ideę bezpieczeństwa energetycznego kraju w myśl PEP, musimy  zdywersyfikować źródła wytwarzania, oprzeć je nie tylko na węglu, ale także gazie, atomie i odnawialnych źródłach energii. Cena wytworzenia gigadżula energii z węgla wynosi ok. 9-10 zł, natomiast z gazu wynosi powyżej 35 zł. Bez systemu wsparcia dla kogeneracji gazowej balansujemy na krawędzi opłacalności, każde drgnięcie ceny gazu w tych niespokojnych czasach powoduje , że inwestycja staje się nierentowna. Jeżeli więc kogeneracja gazowa ma się rozwijać, to system wsparcia jest bezwzględnie potrzebny.

Ale jednocześnie wszyscy wiemy, że polska energetyka oparta jest na węglu i że węgiel wciąż jest najtańszym surowcem energetycznym. To dlatego przy okazji V konferencji „Gaz w energetyce” zainicjowałem spotkanie z udziałem wicemarszałka Bogdana Nowaka, prezesa Enei Operatora Michała Jarczyńskiego, wiceprezesa PGE SA Grzegorza Krystka, prof. Mariana Miłka oraz senatora Stanisława Iwana, w sprawie wsparcia działań na rzecz budowy kompleksu energetycznego Gubin-Brody na złożach węgla brunatnego nad Nysą Łużycką.

Myślenie strategiczne oznacza myślenie kompleksowe: w przypadku energetyki oznacza to nie tylko myślenie o jednym paliwie, ale o wszystkich, które dają gwarancję zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego kraju. Zawsze powtarzam, ze energetyka jest strategiczną dziedziną gospodarki i nie można o niej myśleć wyłącznie w kategoriach doraźnego zysku. I nie można jej planować wyłącznie w kategoriach jednej kadencji politycznej.

 

 

Marian Babiuch    

Prezes    

Lubuskiego Towarzystwa na Rzecz Rozwoju Energetyki    

 

Oceń ten artykuł
(1 głos)