1.png
2.png
4.png
3.png

Nasi partnerzy

Członkowie LTnRRE

Przydatne linki

Serwisy informacyjne

Urzędy Państwowe

Spółki przesyłowe

Bezpieczeństwo pracy

Marian Babiuch: Wszyscy mamy wspólny interes Wyróżniony

Marian Babiuch Marian Babiuch

Kogeneracja jest tym kierunkiem rozwoju energetyki, który powinien pogodzić energetyków z ekologami, ponieważ godzi on wymóg zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego z wymogiem oszczędnego gospodarowania surowcami i redukcją emisji gazów cieplarnianych - pisze w artykule na łamach Miesięcznika Puls prezes LTnRRE Marian Babiuch.

Energetyka może całkowicie zmienić polską gospodarkę. Jest duża szansa, że byłaby to zmiana na lepsze. By jednak tak się stało, to najpierw polska energetyka musi się zmienić. To niezaprzeczalny fakt, z jakim w większości zgadzają się energetycy, ekolodzy, publicyści i politycy wszystkich opcji.  Nie kwestionują tego faktu ani zwolennicy unijnego pakietu klimatycznego (zwłaszcza duńska prezydencja), ani jego przeciwnicy. Nie spotkałem poważnego eksperta, który twierdziłby, że w polskiej energetyce niczego nie trzeba zmieniać ani naprawiać i że czeka ją świetlana przyszłość. Bo jest wręcz przeciwnie. Nierobienie niczego w energetyce, unikanie zmian o charakterze systemowym, zaniechanie inwestycji i porzucenie strategicznego myślenia, które nakazuje wybiegać myślami dalej niż perspektywa jednej-dwóch kadencji parlamentarnych – to wszystko sprawiłoby, że cała gospodarka szybko znalazłaby się w stanie zapaści.


Problem tkwi jednak w odpowiedziach na fundamentalne pytania: W jaki sposób energetyka ma się zmienić? Na jakie surowce postawić? Jakie technologie pozyskiwania energii powinny być objęte systemami wsparcia? Odpowiedzi na te pytania wymagają krótkiej charakterystyki polskiej energetyki, ponieważ nie każdy europejski kraj ma taką specyficzną sytuację w energetyce, jak Polska. Ta specyfika – w największym uproszczeniu – wynika z następujących powodów:

  1. Przestarzała infrastruktura energetyczna, która sprawia, że już 1 stycznia 2016 r. moce wytwórcze na ok. 3000 MW  mogą zostać wycofane z użytkowania, z uwagi na unijną dyrektywę dotyczącą emisji gazów i pyłów,
  2. Ponad 90-procentowe uzależnienie od węgla jako surowca energetycznego, który nie pozwala na skuteczną dywersyfikację wytwarzania energii elektrycznej, w oparciu o gaz ziemny, atom czy odnawialne źródła energii,
  3. Spodziewany wzrost zapotrzebowania na energię elektryczną we wszystkich sektorach polskiej gospodarki o ok. 43 proc., szacowany na  167 TWh w roku 2030 (źródło: Agencja Rynku Energii), co wynika z postępującego wzrostu gospodarczego w Polsce,
  4. Struktura własnościowa największych krajowych firm energetycznych, oparta w dużej części na kapitale państwa, co z jednej strony pomaga w strategicznym zarządzaniu energetyką na polu europejskim i pomaga konkurować z największymi potęgami w branży, ale z drugiej strony czyni branżę dość wrażliwą na wahania i zawirowania natury politycznej,
  5. Europejski pakiet klimatyczny, związany z ograniczaniem emisji CO2, którego restrykcyjne normy mogą pogrążyć polską gospodarkę w recesji i doprowadzić do wyprowadzenia z Polski całych gałęzi przemysłu, takich jak cementownie, czy przemysł stalowy.


Oczywiście, dwa pierwsze punkty warunkują całą resztę. Gdyby infrastruktura energetyczna (elektrownie i sieci elektroenergetyczne) nie były przestarzałe, niestraszny byłby nam spodziewany wzrost zużycia energii. Gdyby energetyka nie była oparta na węglu, niestraszny byłby nam europejski pakiet klimatyczny, tak jak niestraszny jest on Francuzom, opierającym swą energetykę na „niskoemisyjnym” atomie, czy Niemcom, zamierzającym oprzeć swą energetykę na gazie i OZE.


By w naszej gospodarce nastąpiła zmiana na lepsze, energetyka musi stanąć przed wyzwaniami inwestycyjnymi, jakich nie było w Polsce od lat siedemdziesiątych. W prasie podawane są symulacje, z których wynika, że gdyby uruchomić wszystkie planowane (i konieczne) inwestycje w branży energetycznej, Polska miałaby zagwarantowany boom gospodarczy na kilka najbliższych lat, porównywalny z wdrażaniem europejskich funduszy strukturalnych w latach 2007-2013. Co więcej – branża energetyczna mogłaby wchłonąć dużą liczbę specjalistów, dać zatrudnienie licznym podwykonawcom na etapie realizacji inwestycji, wpływając istotnie na rynek pracy. Póki co jednak, cześć z tych inwestycji jest w trakcie koncepcji projektowych, inne są na etapach przetargowych. W realizacji jest niewiele. W grudniu 2011 r. zapowiedziano budowę wysokosprawnej elektrowni węglowej o mocy 900 MW w Rybniku, którą zrealizuje Elektrownia „Rybnik” SA, należąca do grupy EDF. To dobry prognostyk zmian, ale potrzeby polskiej gospodarki są dużo większe.


Odpowiadając na pytanie – w jaki sposób powinna zmieniać się polska energetyka, wystarczy sięgnąć do Polityki Energetycznej Polski 2030 (przyjętej przez rząd RP w listopadzie 2009 r.), gdzie znajduje się wiele godnych uwagi zaleceń. Szczególną uwagę zwrócę na jeden aspekt, dotyczący wysokosprawnej kogeneracji (produkcji energii elektrycznej i cieplnej w skojarzeniu), czyli taką formę, na jaką z sukcesem postawiła Elektrociepłownia „Zielona Góra” SA a także PGE Elektrociepłownia Gorzów. Otóż PEP 2030 zakłada, że do roku 2020 powinien nastąpić dwukrotny wzrost produkcji energii  w technologii wysokosprawnej kogeneracji, w porównaniu z rokiem 2006. Zakłada też stymulowanie rozwoju kogeneracji poprzez mechanizmy wsparcia, z uwzględnieniem kogeneracji  ze źródeł poniżej 1 MW.  Pozostaje więc tylko realizować ten kierunek. Spełnienie tego zapisu jest możliwe, ale oczywiście sporym nakładem inwestycyjnym oraz pod warunkiem stabilnego prawa i odpowiednich mechanizmów wsparcia kogeneracji.


Przykładem niech będzie tutaj Dania, która w polskich środkach masowego przekazu jest przedstawiana jako główny zwolennik pakietu klimatycznego, zawetowanego przez Polskę. Tymczasem mało kto wie, że Dania w ostatnich dziesięcioleciach osiągnęła niezwykle wysoką efektywność energetyczną właśnie dzięki  wsparciu wytwarzania energii w źródłach kogeneracyjnych oraz licznym kampaniom edukacyjnym. Skutek? W latach osiemdziesiątych w Danii funkcjonowało zaledwie 15 elektrociepłowni  działających w kogeneracji, a dziś jest ich ponad 700. Duńczycy po prostu docenili zalety płynące z kogeneracji. A zalet tych jest wiele. Po pierwsze: mniejsze (o ok. 30 proc.) zużycie paliwa w porównaniu z analogiczną produkcją energii w elektrowni i ciepłowni.  Po drugie: mniejsze zanieczyszczenie środowiska naturalnego na jednostkę wyprodukowanej energii. Po trzecie: najtańszy sposób redukcji emisji dwutlenku węgla, jako głównego „gazu cieplarnianego”.  Po czwarte: redukcja strat przy przesyle energii elektrycznej. Po piąte: zwiększenie bezpieczeństwa energetycznego (w skali regionu i kraju), dzięki rozproszeniu źródeł produkcji energii.


Widać więc, że kogeneracja jest tym kierunkiem rozwoju energetyki, który powinien pogodzić energetyków z ekologami, ponieważ godzi on wymóg zwiększenia produkcji energii i zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego z wymogami obniżenia emisji spalin i gazów oraz wymogiem oszczędnego gospodarowania surowcami.

 

Na czym polega i jak działa kogeneracja - czytaj tutaj: http://www.cieplosystemowe.pl/produkt/ct/55/kogeneracja/


Oczywiście, trudnym i wciąż otwartym dylematem pozostaje odpowiedź na pytanie: na jakie surowce powinniśmy postawić. Czy technologie kogeneracyjne oprzeć na tanim, ale mocno „emisyjnym” węglu? Czy może na droższym, ale „czystszym” gazie, jak to ma miejsce w elektrociepłowniach Zielonej Góry i Gorzowa? A może na obu tych surowcach? Ten dylemat – choć ważny – wydaje mi się jednak wtórny w stosunku do problemu niewykorzystania ogromnego potencjału kogeneracji w Polsce. W 2008 r. wyprodukowane zostało zaledwie 25 TWh energii elektrycznej w skojarzeniu z produkcją energii cieplnej. Stanowi to tylko 35 proc. energii możliwej do wykorzystania przy całym potencjale ekonomicznym kogeneracji. W kolejnych latach nie było lepiej. Od 2004 do 2012 r. nie powstało w Polsce żadne znaczące źródło kogeneracyjne. Dopiero w tym roku do budowy kolejnego bloku gazowo-parowego działającego w kogeneracji przystępuje PGE Elektrociepłownia Gorzów.


Do tej sytuacji przyczyniają się liczne bariery, głównie ekonomiczne i prawne.  Wsparcie dla budowy systemów wysokosprawnej kogeneracji w ramach funduszy UE jest zaledwie symboliczne. Dlatego – nie negując znaczenia unijnego pakietu klimatycznego i polskiego weta – chcę zwrócić uwagę na ten mniej nagłaśniany, ale równie istotny problem, jakim jest wsparcie dla kogeneracji. Jego rozwiązanie może zmienić oblicze polskiej energetyki, a w konsekwencji wpłynąć na całą gospodarkę i na kieszeń każdego konsumenta.


Zawsze powtarzam, że energetyka nie jest tylko sprawą energetyków, ale także polityków, czyli również nas, wyborców i podatników. Wszyscy jesteśmy przecież odbiorcami prądu i wszyscy chcemy, żeby energii nigdy nie zabrakło, żeby jej produkcja nie zanieczyszczała środowiska i na dodatek – żeby była tania. A skoro tak, to wszyscy mamy wspólny interes.


Marian Babiuch
Prezes Lubuskiego Towarzystwa na Rzecz Rozwoju Energetyki, Polskiego Towarzystwa Elektrociepłowni Zawodowych i Elektrociepłowni „Zielona Góra” SA.

Źródło: Miesięcznik Puls nr 5/2012: http://www.puls.ctinet.pl/index.php?bmF2PTImZGJpX3Jvaz0yMDEyJmRiaV9taWVzaWFjPTUmZGJpX2lkPTE2OTI=

Oceń ten artykuł
(1 głos)